JEDNOOSOBOWA DYSKOTEKA W CZASIE KWARANTANNY.
Jeśli wasz styl życia zakłada stałe odizolowanie od społeczeństwa i mediów lub, prawie jak Jared Leto, ostatni miesiąc spędziliście na pustyni, to krótka informacja: cały świat jest sparaliżowany z powodu epidemii. Delikatnie rzecz ujmując, nie jest fajnie. Dlatego przez najbliższy czas postaram się podzielić muzyką, która może, a może nie, pomoże wam w przetrwaniu mizernego okresu kwarantanny.
Na dobry początek pogadam trochę o darze z niebios, czyli nowym albumie Duy Lipy. Zaznaczam, żeby nie oczekiwać tutaj recenzji w żadnej formie, bo nie tym mam zamiar się tutaj zająć. No dobra, będę trochę oceniał, głównie słodził, ale to nie jest recenzja. Serio.
Przejdę jednak do rzeczy. Ciekawą kwestią w przypadku Future Nostalgia, bo tak własnie zatytułowany jest nowy album Duy, jest to, że planowo mieliśmy go usłyszeć dopiero 3 kwietnia. Z planami bywa tak, że zazwyczaj średnio wypalają. W tym wypadku album wyciekł do sieci kilka tygodni przed zapowiadaną premierą. Ekipa artystki podjęła bardzo dobrą decyzję i przyśpieszyła wydanie płyty na 27 marca. Oglądanie nagrań zapłakanej Duy łamało mi serce. Nie będę jednak kłamać, że informacja o krótszym oczekiwaniu nie była świetną wiadomością. Prawdą jest, iż to tylko tydzień różnicy, ale o ile lepszym okazał się on być dzięki tej muzyce.
Future Nostalgia to 11 utworów, które swoją tanecznością i energią stoją w totalnej opozycji do klimatu ostatniego miesiąca. Moją największą obawą przed premierą albumu było to, że hitowe single są jego najlepszą częścią i cała reszta utworów będzie wypadać na ich tle blado. Obym w życiu mylił się tylko tak. Każda piosenka jest małą perełką, której melodia i tekst wkręcają się w głowę i nie chcą z niej wyjść. Od tygodnia chodzę łapię się na tym, że przy większości czynności nucę któryś z utworów Duy (szczerze nie polecam podśpiewywania Good in bed w towarzystwie współlokatorów lub rodziny). Może się to wydawać niesamowicie błahe, ale w obecnej sytuacji polecam doceniać każdą rzecz, która wywołuje uśmiech.
Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po nowe wydawnictwo Duy Lipy, to najwyższy czas, żeby przestać zwlekać. Przygotujcie słuchawki, podkręćcie głośność, zasłońcie rolety w oknach i pozwólcie sobie na zwolnienie hamulców. Gwarantuję, że jednoosobowa impreza w rytmach Future Nostalgia szybko poprawi wam humor.
PS. Przy okazji wyrobicie dzienny trening kardio!

Komentarze
Prześlij komentarz